Złapałam męża na parkingu pod osiedlowym sklepem, gdy jadł batoniki w samochodzie, choć jeszcze rano przysięgał, że dla cukrzycy zrobi wszystko

Stałam z reklamówką pełną warzyw i patrzyłam, jak mój mąż w pośpiechu chowa papierki po słodyczach pod siedzenie, a mnie pękało serce ze złości i bezsilności. Myślałam, że walczę o jego zdrowie, ale z dnia na dzień coraz bardziej czułam, że walczę też z jego kłamstwami i naszym wspólnym nałogiem. Dopiero kiedy przestaliśmy robić z tej choroby tylko jego problem, zrozumiałam, że albo uratujemy się razem, albo razem się rozsypiemy.